czwartek, 24 stycznia 2013

Allas favoritkaka. Ulubione ciasto wszystkich :-)

Hej mina söta Vänner :-)

Obiecuję sobie i Wam solennie, że w ramach ćwiczeń, po niedzieli zaczynam pisać po szwedzku i po polsku :-)! Nie wiem jak to będzie, ale czas zacząć, będzie to dobre ćwiczenie do szkoły.

Dzisiejszy post ma tytuł "allas favoritkaka", co znaczy mniej więcej ulubione ciasto wszystkich, bo Szwedzi kochają słodycze a ich ulubionym ciastem jest morotskaka, czyli ciasto marchewkowe.
W Skandynawii, ale w dużej mierze w Szwecji jest zwyczaj robienia FIKA. Fika to nic innego jak kawa i coś słodkiego, tj. najczęściej kanelbulle, czyli ich osławione bułki z cynamonem, które większość zna z IKEA lub ciasto. Generalnie wypieki do kawy nazywa się fikabröd.
Uwierzcie mi, fika w Szwecji to rzecz święta, czyste barbarzyństwo to odmówić fika - to jest niedopuszczalne :-).
 Przekonałam się o tym podczas praktyk w przedszkolu, ja biedulka przeszłam na dietę i zupełnie nie mogłam diety utrzymać, bo właśnie wpadłam w sidła tamtejszych nauczycieli i ich wypieków do kawy. Chodziłam cały czas pobudzona od cukru i kawy.
Szwedzi z natury są dość powolni, więc oni muszą się speedować, ale dla mnie to zabójstwo.
Z diety nici, ale boski przepis na morostkaka pozostał i chcę się nim z Wami podzielić.
Konsultowany z Erikiem, Leną i Feng, nauczycielami z mojego przedszkola :-)

MOROTSKAKA

Potrzebujemy do tego, przepis można sobie zmodyfikować wedle uznania, ja robię na mniejszą tortownicę :
  • 3 jajka
  • 3/4 szklanki cukru
  • 1 szklanka startej na drobnej tarce marchewki, jak najsłodszej
  • 100 ml oleju rzepakowego lub słonecznikowego
  • około 2 i 1/2 szklanki mąki pszennej
  • 1 łyżeczka do herbaty sody oczyszczonej
  • 1 łyżeczka do herbaty proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka do herbaty soli
  • 3 łyżeczki do herbaty mielonego cynamonu
  • 1 limonka
  •  kilka orzechów włoskich do ozdoby
Glazura, czy jak kto woli polewa
  • 200 g serka typu Philadelphia
  • 1/2 szklanki cukru pudru
  • 1 łyżka soku z limonki
Należy rozgrzać piekarnik do 175 stopni C. wysmarować formę do pieczenia tłuszczem i przystąpić do robienia ciasta ;-)
W pierwszej kolejności ucieramy jajka z cukrem, do masy dodajemy marchewkę i olej. W drugim naczyniu łączymy: mąkę proszek do pieczenia, sodę i sól, następnie wsypujemy wszystko do masy z jajek i cukru i mieszamy na jednolitą masę. na końcu należy dodać cynamon i zetrzeć skórkę z limonki oraz wycisnąć z niej sok, pamiętając, że musimy zostawić łyżkę do glazury :-). Następnie wlewamy wszystko do formy i wkładamy do pieca na ok. 60 minut.
Glazurę robimy poprzez zmieszanie na gładką masę serka, cukru i soku z limonki, można użyć cytryny, ale limona daje kopa zapachowego i smakowego :-)
Oczywiście należy pamiętać, że ciasto musi ostygnąć, jak pokładamy je glazurą, bo w innym przypadku może się zważyć.
Udekorować je orzechami....

Tak w sumie jest to ciasto dla leniwych, czyli dla mnie i nie zabiera dużo czasu a smakuje!!!!! Gott....
Dobrze kończę, jeśli chcecie poznać ciekawe przepisy na szwedzkie słodkości polecam boginię szwedzkich wypieków, o której pisała już Ewa :-) Leilę Lindholm i jej stronę : leila.se

God natt mina söta Vänner :-)

P.S. mam nadzieję, że niedziela będzie bogata, w sobotę gotuję z Gruzinką :-)
Pycha, pycha, pycha


     


niedziela, 20 stycznia 2013

Żenia i jego manty :-)

Hej :-)

Zgodnie z obietnicą teraz post poświęcony naszej ulubionej potrawie, przepraszam mojemu Mężowi i potrawie o nazwie MANTY.
Żenia, jak nasi Znajomi wiedzą jest Rosjaninem i jego imię brzmi Evgeny, pochodzi z Ałtajskiego Kraju - to informacja dla Nowych. Jego Mama bardzo zachęcała go do gotowania i padło na podatny grunt :-).
Mama uczyła go gotowania potraw jakie popularne były w całej Rosji, ale najbogatszą kuchnię miał i ma Kaukaz, prawdopodobnie Manty stamtąd pochodzą.
Jak pytam wszystkich rosyjsko-mówiących znajomych każdy zna manty :-).
Mój mąż nie mógłby być sobą i nie zmodyfikować tradycyjnej potrawy na swój sposób, ale wyszło jej to tylko na dobre.

Manty - to pierożki gotowane na parze, z ciasta zrobionego wyłącznie z mąki, wody, odrobiny oleju rzepakowego lub słonecznikowego i szczypty soli, farsz pierwotnie stanowiło mięso mielone i posiekana cebula, przyprawione solą i pieprzem, ewentualnie z dodatkiem ostrej papryki.
Żenia mocno zmodyfikował pierwotny przepis i powstała forma potrawy, którą znają nasi Znajomi ;-).
Ważne jest to, że manty należy gotować na parze, potrzebny jest garnek z wkładem do takiego gotowania, albo parowar, albo ten bambusowy wkład do gotowania dumplings.

Proces robienia mantów sfotografowałam i go zaraz opiszę. Mam nadzieję,że będzie on dla Was inspiracją i życzę smacznego.


ciasto zagniatamy z dowolnej ilości mąki, olej, sól do smaku :-) Farsz Żeńki na 12 mantów to: 2 marchewki starte na tarce na dużych oczkach, 3 cebule posiekane, kawałek białej kapusty, może być kapusta pekińska, sałata lodowa, 2 cm kawalek imbiru, pasta harisa lub strączek chilli oczywiście posiekany, sól lub sos sojowy, pieprz i oczywiście ok. 400gr. mięsa mielonego najlepiej mieszanego wołowo-wieprzowego.
Farsz na 12 mantów to : ok 400 gr. mięsa mielonego , najlepiej mieszanego , wołowo-wieprzowego, 3 posiekane cebule, średnie, 2 starte marchewki, 2 cm kawałek imbiru również starty, kawałek kapusty białej, może być kapusta pekińska lub sałata lodowa, sól, pieprz do smaku i trochę pasty harisa lub posiekany strączek chili, można dodać grzyby kilka posiekanych drobno pieczarek lub suszonych grzybów. Zamiast soli można użyć sos sojowy lub go dodać :-)
Ciasto jak pisałam : mąka dozowana jest na oko ;-), proponuję zrobić więcej to można zamrozić i będzie na następny raz. ciasto należy podzielić na krążki jak na fotografii i rozwałkować na placki o średnicy ok 5-6cm,. W tym czasie należy wstawić wodę w naczyniu do gotowania na parze, bo musi się ona zagotować.

Wymieszany farsz należy ułożyć na plackach i uformować  manty, mogą mieć kształt normalnych pierogów, lub inny jaki chcemy.

Żenia formuje je w takie róże, ale chodzi o to, by ciasto zostało sklejone. Gdy woda się zagotuje wkładamy manty do naczynia, należy wkładać w pierwszej kolejności od najwyższego poziomu, bo para idzie od dołu do góry, proszę o pamiętać o posmarowaniu dna poziomów olejem jadalnym w przeciwnym razie manty przykleją się do dna.


Należy gotować manty od włożenia ostatniego poziomu około 35 minut , a potem konsumpcja - ja uwielbiam je z sosem chili i WAŻNE jemy je rękami odwracając do góry dnem, bo tak zjemy pyszny sosik, który się w nich wytworzył, bo w przeciwnym razie sosik wyleci.
Polecam gorąco to jest pyszne :-)

P.S. Pytałam Żeńkę, czy mogę opublikować jego zdjęcie, ale się nie zgodził :-(

hot-dog halal i potatismos

Hej Allihopa :-)

Witam w drugim słonecznym dniu tego roku, pogoda stała się ludzka i mróz spadł do - 5 stopni i świeci cudne słońce!
Tytuł mojego dzisiejszego posta ma odniesienie do tytułu mojego bloga, bo? Zaraz wyjaśnię :-) Podczas wczorajszych zakupów zrobiłam 2 zdjęcia, oba dotyczą hot-dogów jakie jedzą tubylcy i jest to w pierwszym przypadku czyste barbarzyństwo, a w drugim, no cóż ortodoksyjność, no można tak powiedzieć.
Za każdym razem jak wchodzę do pizzeri, czy mijam budkę z jedzeniem to uśmiecham się, gdy widzę zdjęcia ziemniaczanego hot-doga, cóż za finezja pomysłu. jaki smak :-), co do opcji nr.2 to podziwiam przedsiębiorczość i zdolności adaptacyjne Arabów, jeszcze lepsze niż Polaków, tego wątku nie chcę ciągnąć, bo jest niebezpieczny i mogę wpaść na minę.
I na koniec dodam, że polskie parówki są o niebo lepsze od szwedzkich, berlinki są mums, tj. pyszne :-).

Kolejny wpis chcę poświęcić mojemu domowemu Barbarzyńcy rodem z Rosji i jego słynnym już wśród naszych Znajomych - mantom.

Hej då :-)





Oto przykład nr.1 - jak wygląda ulubiony szwedzki hot-dog, oczywiście obok tych z IKEI, ale te wszyscy znają - tu nazywany jest korv med brod. Cudowny prawda :-) Mamy w nim szwedzki polarbröd, potatismos i kiełbaska, tj parówka czyli korv. Czysta Szwecja oni kochają ziemniaczki i parówki i ketchup oczywiście szwedzki Felix.

Oto przykład nr.2 Tu mniejszości  muzułmańskie mają nawet hot-dogi z rytualnego uboju krów i owiec, musi  być halal, bo nie kupią, według mnie to dziwne, ale tak jest i mają co chcą.




środa, 16 stycznia 2013

włoskie wakacje i naleśniki z dżemem

Hej

jaki dzień dziś mamy? Czwartek, torsdag szwedzki dzień naleśnika :-). Dziś jak Szwecja długa i szeroka jedzą naleśniki po szwedzku: pankakor med sylt och grädde. To po polsku będzie naleśniki z dżemem i śmietaną, te najlepsze są z bitą śmietaną i oczywiście dżem z borówki, w innych rejonach polski zwanej brusznicą, po szwedzku lingnon :-). Ja osobiście uwielbiam ich naleśniki, bo kocham wszystko co słodkie, ale nie robię ich w domu, bo to nie to samo co jechać na wyspę Djurgarden iść z Walą do Junibacken i tam zjeść pyszne naleśniki na tarasie ich restauracji i patrzeć na łodzie, wodę i wszystkie atrakcje Stockholmu. Polecam gorąco, szczególnie dla rodzin z dziećmi i najlepiej robić to w czwartki, bo w weekendy jest najazd lokalsów z ogromną ilością dzieci :-).
Tak,  zaczęłam od naleśników a miało być co innego. Wczoraj robiłam przegląd lodówki i znalazłam  puszkę anchois, którą kupiłam z przeznaczeniem na sałatkę z pieczonej papryki, którą chciałam zrobić w Święta, ale zmógł mnie jakiś wirus i z gotowania wyszły nici, więc z anchois powstały pyszne tosty na kolację.
Opieczony chleb z polskiej piekarni z oliwą i czosnkiem przykryłam pomidorem, myślałam, żeby zrobić bruschettę, ale nie, opiekłam chleb obficie polany oliwą z oliwek. Na chleb położyłam świeżego pomidora na niego fileciki anchois i czarne oliwki oraz posiekaną natkę pietruszki. Zainspirowała mnie ta sałatka, tylko papryki mi zabrakło, no cóż jakoś przeżyliśmy ;-).
Zaprzyjaźnieni Gruzini obiecali przyjść z wizytą w następną sobotę :-) już się cieszę.
Teraz muszę się skupić trochę na nauce, ten tydzień minął mi na testach kwalifikacyjnych na szwedzki i angielski, o ile z  angielskiego jestem w grupie o najwyższym poziomie to z szwedzkim może być gorzej, ale nie ma co się martwić na zapas, wiec uciekam poczytać trochę i sprawdzić mój schemat nauki.
Pozdrowienia :-)






niedziela, 13 stycznia 2013

hej,

Zachęcona przez męża i kilka Koleżanek postanowiłam pisać bloga, dałam taki tytuł nie bez przyczyny... Mianowicie postanowiłam pisać o jedzeniu,skoro je uwielbiam chcę się podzielić moją wiedzą zdobytą od innych. Mam takie szczęście, że większość ciekawych przepisów zdobywam od znajomych ze szkoły językowej. Nie oszukujmy się Szwecja ma Design, ale kuchnia tu kompletnie zatrzymała się na puree ziemniaczanym zwanym potatismos i klopsikach znanych nam z IKEA zwanych tu kottbullarami, które jedzą zamiennie z makaronem i ketchupem. Chwała, że są tu barbarzyńcy, tak o nich myślą Szwedzi, czyli emigranci z całego niemal świata. Od nich wyciągam przepisy na domowe jedzenie i sama robię je gotuję w domu, to bardzo ciekawe, jednocześnie wszyscy uczymy się nowych smaków :-)

A tak na rozweselenie film, który w idealny sposób prześmiewczo ukazuje czym dla Szwedów są kottbullary :-)